JAK ZACZĘŁA SIĘ MOJA PRZYGODA Z BIEGANIEM?

Jeszcze nie tak dawno należałam do grupy ludzi, którym na słowo bieganie od razu przychodziło na myśl stwierdzenie – to na pewno nie dla mnie. Od kiedy pamiętam, mniej więcej czasy szkoły podstawowej, biegi kojarzyły się tylko z zadyszką, bólem w płucach, kolką i ciężkimi jak beton nogami. Przez większą część życia starałam się być osobą aktywna, próbowałam różnych sportów. Jedne zostawały ze mną na dłużej, inne nudziły się dość szybko. Widząc jednak coraz więcej biegających osób, postanowiłam spróbować raz jeszcze. Tym razem, słuchając rady rehabilitanta moim celem stały się polne i leśne ścieżki (biegając po asfalcie zawsze bolały mnie kolana). W internecie znalazłam przykładowy plan treningowy dla początkujących i zaczęłam. Na początku nie było przyjemnie i z uśmiechem, trudność sprawiały nawet krótkie serie (5 x 2 min biegu, na zmianę z 1 min marszu). Nogi okazały się za ciężkie, a płuca chciały wyskoczyć z piersi, tym razem jednak nie miałam zamiaru się poddać. Pierwszy tydzień udało się przeżyć i to był już dla mnie sukces. W kolejnych dodawałam po minucie biegu i ku mojemu zdziwieniu z tygodnia na tydzień trening męczył mnie coraz mniej. Bieganie ma to do siebie, że bardzo szybko widać postępy co motywuje do dalszej pracy. Pojawiły się kolejne marzenia – 5 km, później 10 km itd., a może jakaś bieg uliczny. Szybko okazało się, że ten sport wciąga jak narkotyk. Już teraz nie ma wymówek, w szczególności brakującego czasu na trening. Zakładam buty i biegnę, mija 40 min, a później godzina itd. Nagle znajduje się czas na wszystkie obowiązki jakie dotychczas były, a nawet więcej. W dodatku dzięki dużej dawce tlenu, spalonym kaloriom i endorfiną zawsze pojawia się ogromny uśmiech na twarzy i chęć do działania. Jak widzisz mi się udało, wiec i Tobie się uda. Nie czekaj, zakładaj sportowe buty i biegnij po swoje zdrowie i dobry nastrój.

Dodaj komentarz